reklama adsense

sobota, 12 listopada 2011

O staniu przy garach

Bardzo szybko podzieliśmy między siebie aktywności. Wyszło samo. Przed pierwszą wizytą wysprzątałem generalnie mieszkanie kierując się moim poczuciem porządku.. A już drugiego dnia Miś wykorzystywał okazje wszelakie by "dosprzątać" kąty.. Coś się rozsypało hydraulikom na podłodze w łazience a Misiakoso doprowadził całość do laboratoryjnej czystości. Plamka na blacie kuchennym i już cały blat lśni czystością jak nigdy.

Ja ze swojej strony szerokim łukiem omijałem na zakupach produkty przetworzone i zapychacze tłumacząc, że to wszystko umiem zrobić sam - taniej i lepiej. I tak wyszło, że gary to moje niepodzielne królestwo.

Bardzo nie lubię "nowoczesnych" książek kucharskich. Zastanawiam się czasem czy przepisy kierowane są rzeczywiście do osoby zajmującej się kuchnia jako obowiązkiem czy też do kogoś kto tak z czapy raz na kwartał chce się pobawić w kuchnię

Zwykły sos pieczarkowy, otwieram niedawno wydaną książkę kucharką. No cóż, okazuje się, że muszę mieć dwa rodzaje wina, egzotyczne przyprawy, najlepiej w formie niezmielonej... A wszystko to jeszcze poddać obróbce w taki sposób by już nic tego dnia poza sosem pieczarkowym nie robić. Z drugiej strony jest opcja wszelkich fixów i garmaży, mniej pracochłonna, względnie tańsza. Ale tylko względnie, nie mówiąc o jakości składników, szkodliwym dodatkom czy lichym wykonaniu.

Kuchnia powinna być zdrowa, smaczna i oszczędna zarówno w zakresie nakładów jak i czasu. Nie do pogodzenia? Da się! Poszukałem w książkach z czasów dziadków


Z "Książki kucharskiej dla samotnych i zakochanych" nauczyłem się podstaw. Po raz pierwszy wydana w latach 50. mówi jak z podstawowych składników (innych nie było) w kilka minut zrobić mnóstwo dań. Nie powalają na kolana ale pozwalają przetrwać opierając się wyłącznie na własnej produkcji. Sama książka jest nie tylko zbiorem przepisów. Zawiera dziesiątki porad i tricków pozwalających lepiej zorganizować czas gotowania, uniknąć podstawowych błędów początkującego czy wreszcie poradzić sobie z gotowaniem w skrajnie trudnych warunkach... 
Co i w jakiej kolejności kupić do kuchni jeśli nie mamy ani sprzętu i garnków ani funduszy (tak zaczynałem samodzielne mieszkanie i rady z książki mnie uratowały). Jak i co gotować mieszkając w pokoju bez kuchni (nigdy nie wiadomo co życie przyniesie). Przepisy na prowizoryczny palnik spirytusowy, prodiż. Zasady przechowywania żywności dla nie posiadających lodówki :D 
Dobra, nie ma się co śmiać bo ta najgorsza fala kryzysu cały czas idzie.

Później przestawiłem się na książki z lat 70. i 80. Takie same jak czasy - dalej bardzo skromnie ale gdzieniegdzie w przepisach można poczuć powiew "luksusu". Nauczyłem się kilku nowych potraw, placka drożdżowego z kruszonką, znalazłem tez przepis na sos pieczarkowy. Da się bez wina ;). Dania były na tyle dobre, że przepisy szybko poszyły w świat.

Smak i jakość potrawy nie zależy od ilości wyszukanych składników czy nawet budżetu. Jak w każdej dziedzinie życia liczy się przede wszystkim know how. Właściwe proporcje, umiejętności, doświadczenie i wiedza na temat samych składników i ich "zachowań" w procesie obróbki. Zrozumiałem to czytając książki Julii Child... ale o  tym następnym razem.

Gotowanie to niesamowita frajda, umiejętność pożyteczna dla innych i samego kuchcika ;). Przynosi grube oszczędności, które można przeznaczyć na rzeczy niewykonalne w domowych warunkach. 
Ciekawe danie sprawdzi się nie tylko gdy przyjdą goście ale w każdej sytuacji gdy chcemy obdarować kogoś, zamiast przysłowiowego kwiatka :D Same plusy - dobra inwestycja czasu.



2 komentarze: