Korzyści: Uniknięcie jednej z pułapek relacji - izolacji na ludzi z zewnątrz w głębokim zaufaniu, że partner jest w stanie zaspokoić wszystkie nasze potrzeby socjalne.
Nie, nie nie i jeszcze raz nie :) Nie istnieje taki człowiek, nawet jeśli na początku może się tak wydawać. Prędzej czy później takie oczekiwania staną się zaczątkiem konfliktów czy nawet rozpadu.
Nasza relacja. Formę otwarcia na innych ludzi mamy wpisaną w "statut". Oczywiście nie ma to nic wspólnego z tzw. związkami otwartymi :). Po prostu szanujemy swoje różne zainteresowania, znajomych czy choćby inne poczucie humoru.
Któregoś dnia szliśmy ulicą i zadzwonił kolega Miśka. Praktycznie co chwila się śmiał a we mnie przez chwilę zrodziła się taka myśl: ktoś potrafi go rozbawić znacznie lepiej niż ja, może my się wcale tak genialnie nie dobraliśmy???"
Proste, jakaś forma zazdrości. Zaraz przypomniałem sobie o tej zasadzie... I ucieszyłem, że jest ktoś z kim ma lepsze "śmiechy". Zresztą ja mam podobnie i w zależności od tematu, na najlepsze plotki umawiam się z koleżanką M., najmodniejsze rzeczy wybiorę z U., jeśli horror to tylko z K, za to z G. mogę podyskutować o przepisach kulinarnych i osobowości Julii Child . itd.
Wcale to nie umniejsza roli Misiakosa. Tak jest normalnie a oczekiwanie, że w tych wszystkich dziedzinach będzie mi najlepiej towarzyszył jest utopią.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą misiakos i kotek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą misiakos i kotek. Pokaż wszystkie posty
środa, 21 marca 2012
sobota, 29 października 2011
Dwie Myszki i Biedronka
Przez kilka ostatnich lat marzyłem o relacji głębokiej, wielopłaszczyznowej, opartej na poświęceniu dla drugiej osoby, dawaniu bez oczekiwania na wzajemność (Misiakos określił to nie-handlowaniem w miłości).
Jest...
Pracowałem w korporacji, kilka lat bez przerwy z zarobkami powyżej tak zwanej średniej krajowej. Miałem okazję obserwować pary z trudnościami finansowymi. Zawsze w takich sytuacjach myślałem w duchu: bez zastanowienia oddałbym tę pracę za kochanego chłopaka. Nie ma nic smutniejszego niż iść przez życie samemu. We dwóch można sprostać każdej burzy.
Pamiętam, że na początku naszej relacji mówiłem Misiakowi, że gdybym mógł sobie wybrać los wolałbym pracować na kasie w Biedronce i wrócić po tej pracy do kogoś kogo z wzajemnością kocham niż piąć się po szczebelkach kariery w samotności, zapełniając pustkę coraz droższymi zabawkami.
Być może to zuchwałość, niedojrzała modlitwa ale wiele razy prosiłem Pana Boga by zabrał tę pracę ale w końcu dał mi okazję poznać Tego, z którym będę szedł..............................
Dwa dni po oficjalnym związaniu się z Misiakosem korporacja pożegnała się ze mną. Szok dla mnie, współpracowników czy przełożonego bo za jednym zamachem wycięto w pień zgrany, niezmienny w składzie od lat zespół. Pomyślałem wtedy tylko, że dano mi okazję sprawdzić na ile moje marzenia o wspomnianej zamianie "kasy" na uczucia był dojrzałe. Bez chwili wahania: Były, i to jak!!!
Pierwsze obawy jakie się pojawiły to nie pytania o dalszą karierę. Zastanawiałem się ile czasu w tej sytuacji będę w stanie utrzymać sporą kawalerkę w jednej z najlepszych warszawskich dzielnic. Co się stanie jeśli wrócę do rodziców, czy zmieścimy się w moim 7 metrowym pokoiku. Rozmowy z rodzicami, jak zareagują na Misiaka w ich domu. Wreszcie jakieś takie moje strachy jak M. będzie patrzył na chłopaka, który musi każdą złotówkę oglądać z dwóch stron, być możę czasem nieznośnego. Uciął ostro, najbardziej stanowczym głosem :
Kocham Cię, rozumiesz? Rozumiesz? Rozumiesz???
W tedy zrozumiałem, że takie strachy były wręcz obrazą dla tego jak rozumie słowo kocham....
Pierwsze kilka dni były szokiem ale z pomocą innych szybko zacząłem się podnosić. Propozycje z innych działów, z których po krótkiej przerwie by odpocząć zamierzam skorzystać. Wreszcie pomoc... Taty. Tego nie docenianego wiele razy przeze mnie rodzica. Tata na wieść o tym co się stało nie bawił się w pocieszanie. Szybko pomógł mi w znalezieniu całkiem ciekawego zajęcia na przeczekanie. Wymaga odrobiny odwagi i wysiłku ale trzeba przeżyć. Dziś idę na dłużej, kiedy przychodzi strach modlę się krótko, myślę chwilę o Misiakosku...
Zostaliśmy jak dwie biedne Myszki. On student dzienny, czasem dorobi korkami, ja (jak wyżej ;)). Nie mamy na wyjścia, drogie prezenty, egzotyczne dania w restauracjach.
I co z tego???
Mimo przeszkód finansowych, czasem dystansu naszych rodzin, ludzi nieżyczliwych, cynicznego śmiechu z naszej relacji MAMY SIEBIE.
Mamy ze wszystkimi konsekwencjami jakie te słowa na różnych płaszczyznach niosą.
Jest...
Pracowałem w korporacji, kilka lat bez przerwy z zarobkami powyżej tak zwanej średniej krajowej. Miałem okazję obserwować pary z trudnościami finansowymi. Zawsze w takich sytuacjach myślałem w duchu: bez zastanowienia oddałbym tę pracę za kochanego chłopaka. Nie ma nic smutniejszego niż iść przez życie samemu. We dwóch można sprostać każdej burzy.
Pamiętam, że na początku naszej relacji mówiłem Misiakowi, że gdybym mógł sobie wybrać los wolałbym pracować na kasie w Biedronce i wrócić po tej pracy do kogoś kogo z wzajemnością kocham niż piąć się po szczebelkach kariery w samotności, zapełniając pustkę coraz droższymi zabawkami.
Być może to zuchwałość, niedojrzała modlitwa ale wiele razy prosiłem Pana Boga by zabrał tę pracę ale w końcu dał mi okazję poznać Tego, z którym będę szedł..............................
Dwa dni po oficjalnym związaniu się z Misiakosem korporacja pożegnała się ze mną. Szok dla mnie, współpracowników czy przełożonego bo za jednym zamachem wycięto w pień zgrany, niezmienny w składzie od lat zespół. Pomyślałem wtedy tylko, że dano mi okazję sprawdzić na ile moje marzenia o wspomnianej zamianie "kasy" na uczucia był dojrzałe. Bez chwili wahania: Były, i to jak!!!
Pierwsze obawy jakie się pojawiły to nie pytania o dalszą karierę. Zastanawiałem się ile czasu w tej sytuacji będę w stanie utrzymać sporą kawalerkę w jednej z najlepszych warszawskich dzielnic. Co się stanie jeśli wrócę do rodziców, czy zmieścimy się w moim 7 metrowym pokoiku. Rozmowy z rodzicami, jak zareagują na Misiaka w ich domu. Wreszcie jakieś takie moje strachy jak M. będzie patrzył na chłopaka, który musi każdą złotówkę oglądać z dwóch stron, być możę czasem nieznośnego. Uciął ostro, najbardziej stanowczym głosem :
Kocham Cię, rozumiesz? Rozumiesz? Rozumiesz???
W tedy zrozumiałem, że takie strachy były wręcz obrazą dla tego jak rozumie słowo kocham....
Pierwsze kilka dni były szokiem ale z pomocą innych szybko zacząłem się podnosić. Propozycje z innych działów, z których po krótkiej przerwie by odpocząć zamierzam skorzystać. Wreszcie pomoc... Taty. Tego nie docenianego wiele razy przeze mnie rodzica. Tata na wieść o tym co się stało nie bawił się w pocieszanie. Szybko pomógł mi w znalezieniu całkiem ciekawego zajęcia na przeczekanie. Wymaga odrobiny odwagi i wysiłku ale trzeba przeżyć. Dziś idę na dłużej, kiedy przychodzi strach modlę się krótko, myślę chwilę o Misiakosku...
Zostaliśmy jak dwie biedne Myszki. On student dzienny, czasem dorobi korkami, ja (jak wyżej ;)). Nie mamy na wyjścia, drogie prezenty, egzotyczne dania w restauracjach.
I co z tego???
Mimo przeszkód finansowych, czasem dystansu naszych rodzin, ludzi nieżyczliwych, cynicznego śmiechu z naszej relacji MAMY SIEBIE.
Mamy ze wszystkimi konsekwencjami jakie te słowa na różnych płaszczyznach niosą.
Subskrybuj:
Posty (Atom)